Koreańskie kosmetyki to śmieciowe kosmetyki?

Kilka słów ode mnie na temat filmów Oriental Queens.


Słuchając wypowiedzi Oriental Queens mam wrażenie, że ich znajomość koreańskiego rynku kosmetycznego jest niewielka, a znajomość koreańskich firm kosmetycznych kończy się jedynie na najniższej półce, czyli tych kosmetykach, które w Korei nie są popularne. W filmach tak naprawdę konkretnych informacji prawie nie ma, ciągle powtarzane są stwierdzenia "kosmetyka azjatycka", "kosmetyki koreańskie" czy "brak technologii". Wszystkie koreańskie kosmetyki zostały wrzucone do jednego worka, wszystkie te kosmetyki są podobno kosmetykami śmieciowymi, kosmetykami, które nie nadają się do użycia ze względu na złe działanie, "brak technologii" i zawartość "ciężkiej chemii". Czym jest dla Oriental Queens "ciężka chemia" niestety nie wiadomo.



Brak technologii?

Brak technologii w kosmetykach koreańskich, to najczęstszy zarzut jaki słychać w filmach. Nie trzeba daleko szukać żeby dowiedzieć się jak jest naprawdę, wystarczy przejrzeć zgłoszenia patentowe najpopularniejszych koreańskich koncernów kosmetycznych. Takie informacje są ogólnodostępne, a patentów można szukać choćby przez stronę http://www.google.com/patents


W 1954 roku został założony Amore Pacific Technology Research Institute, który stał się najlepszym kosmetycznym instytutem badawczym w Korei. Obecnie w instytucie znajdziemy kilka laboratoriów, w tym Cosmetic Research, Skin & Science, Medical Beauty, Health & Science i Bio Science. Swoje instytuty badawcze posiadają też inne koncerny, w tym na przykład LG Care, koncern w skład, którego wchodzą takie firmy jak su:m37, Ohui i The History of Whoo.





Braku technologii koreańskim kosmetykom zarzucić nie można, osoby interesujące się koreańskim rynkiem kosmetycznym bez problemu wymienią substancje opracowane przez koreańskich naukowców i dermatologów. Przykładami takich substancji są:
Cell-Bio Omnifocus, składnik, który można znaleźć w kosmetykach Hera, jego działanie porównywane jest do działania retinoidów, ale w przeciwieństwie do nich nie wywołuje podrażnień skóry, to składnik chroniony patentem w Korei, USA, Francji, Japonii i Chinach,
- Phyto-Sproum, składnik w przeciwstarzeniowym serum Primera, powstał z ekstraktów z kiełkujących nasion, wzmacnia barierę ochronną skóry, nawilża i wyrównuje koloryt skóry,
- Melacrusher z rozjaśniającej serii kosmetyków Laneige,
- ABcell 2.0, kluczowy składnik serii kosmetyków Hera Age Away, został opracowany przez Amore Pacific Cosmetics Technology i profesora Davida A. Weitza
- Micro i Macro Ginsenisphere w najnowszym przeciwstarzeniowym serum Sulwhasoo


Nadal wierzycie w brak technologii w koreańskich kosmetykach?


Bardzo egzotyczne składy robią wrażenie na każdym.

W koreańskich kosmetykach często można znaleźć ekstrakty z egzotycznie brzmiących dla nas roślin. Nie jest to chwyt marketingowy, nie jest też to próba oszukania konsumenta jak twierdzą Oriental Queens, Koreańczycy znają te rośliny od lat i od lat wykorzystują je w ziołolecznictwie, które w Korei jest bardzo popularne. Zioła są nośnikiem wielu cennych substancji biologicznie aktywnych, zawarte w kosmetykach ekstrakty roślinne są źródłem między innymi flawonoidów, polifenoli, fitohormonów, garbników, witamin i minerałów, działają one często dużo lepiej niż składniki pochodzenia chemicznego.



Składniki, które urzekają każdego.

W filmach mowa o składnikach, które urzekają każdego, które według Oriental Queens występują jedynie w koreańskich kosmetykach i nie są znane nigdzie więcej. Tymi składnikami według autorek filmów są:
- Snail Secretion Filtrate (ekstrakt ze śluzu ślimaka)
Dipeptide Diaminobutyroyl Benzylamide Diacetate (Syn-Ake)
- Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt z korzenia żeń-szenia)
- Velvet Extract (ekstrakt z poroża jelenia)


Kosmetyki zawierające śluz ślimaka nie są znane nigdzie więcej poza Koreą? A Chile i krem Elicina? Kremy Elicina pojawiły się w sprzedaży na długo przed tym jak składnik ten stał się popularny wśród niektórych firm koreańskichTo samo dotyczy produktów zawierających syntetyczne peptydy, także były i są znane poza Koreą.

Trochę inaczej wygląda sprawa ekstraktu z żeń-szenia. Koreańska odmiana żeń-szenia uważana jest za najlepszą, najbardziej wartościową, dlatego nikogo nie powinno dziwić, że kosmetyki zawierające ekstrakt z korzenia czy owoców żeń-szenia nie są popularne w innych częściach świata.

Ekstrakt z poroża jelenia wykorzystywany jest od setek lat w tradycyjnej medycynie chińskiej, zawiera on IGF-1, posiada silne właściwości regenerujące skórę i przyspiesza porost włosów. Znajduje on zastosowanie w kosmetykach silnie regenerujących skórę, a także w preparatach przyspieszających wzrost brwi i rzęs.




Wszystkie koreańskie kosmetyki, to kosmetyki "śmieciowe"?
Oriental Queens wszystkie koreańskie kosmetyki nazwały śmieciowymi, szkodliwymi i toksycznymi, co potwierdza tylko, że nie znają one koreańskiego rynku kosmetycznego, bo jak można śmieciowymi nazwać kosmetyki Sulwhasoo, su:m37, Hanyul czy Hoho Emi's.

Osoby, które zaczynają swoją przygodę z kosmetykami koreańskimi często zaczynają ją od kosmetyków, które są najbardziej popularne na blogach. W Polsce niestety popularne są kosmetyki tanie, niskiej jakości, często przez polskie sklepy określane mianem ekskluzywnych i sprzedawane po odpowiednio wysokich cenach, zakładam, że właśnie te kosmetyki znają Oriental Queens.

Koreańskich firm produkujących kosmetyki jest dużo, jak więc wybrać te, które nie będą "śmieciowe"? Najprościej to sprawdzać, które kosmetyki są popularne w Korei, wtedy ryzyko trafienia na bubla będzie minimalne. Dla osób, które nie czytają po koreańsku spróbowałam stworzyć krótką listę firm, których kosmetyki pielęgnacyjne uważam za warte uwagi, są to: Innisfree, Sidmool, Pure Heal's, Iope, Belif, Hanyul, Laneige, Mamonde, Ohui, Primera, su:m37, Lirikos, LeeJiham, Cl4, Sulwhasoo, Hera, Re:NK, Aromatica, A:True, Hoho Emi's, Whamisa, essenHerb, Goodal, Sevendrops, Zymogen, 9 Whises, Osulloc, Friend of Nature, Treeannsea, O'Sum


Procenty to chwyt marketingowy?
Zarzuca się w filmach, że podawanie procentów przy składnikach, to chwyt marketingowy na którym bazuje cała kosmetyka koreańska. Osoby posiadające 20 lat doświadczenia w kosmetyce, a tym chwalą się Oriental Queens, powinny wiedzieć, że taka informacja o koncentracji składnika jest bardzo ważna, bo na przykład tylko produkty zawierające powyżej 80% Snail Secretion Filtrate będą dawały najlepsze efekty pielęgnacyjne.


To samo dotyczy aloesu, nie tylko na koreańskich opakowaniach kosmetyków zawarta jest informacja, że krem czy żel zawiera 50, 70 czy 90% ekstraktu z aloesu.




Wszystkie kosmetyki koreańskie są niskiej jakości? 

W filmach przewinął się temat niskiej jakości kosmetyków koreańskich, odrobina prawdy w tym jest, choć potrzeba tu dokładnego określenia o jakie kosmetyki chodzi, bo niska jakość dotyczy niewielkiej grupy kosmetyków, głównie tych najtańszych i niestety najbardziej popularnych w Polsce. Nie znam dokładnie wielu firm z niższej półki, kosmetyki te zupełnie mnie nie interesują, czasami tłumaczę ich składy, bo potrafią zaskoczyć, czasami daję im szansę, ale często kończy się to pogorszeniem stanu skóry. 


Dobrym przykładem niskiej jakości kosmetyku jest Mizon Snail Recovery Gel Cream. To produkt, który w Korei nie jest popularny, głównie ze względu na historie z nim związane, 45ml kremu zawierające 74% Snail Secretion Filtrate kosztuje około 10zł, natomiast 100ml dobrej jakości, czystego, 100% Snail Secretion Filtrate kosztuje 160-200zł. Matematyka jest prosta, za 10zł nie możemy kupić nic dobrego, pozostałe 26% składników też kosztuje, opakowanie kosztuje, a firma przecież musi jeszcze zarobić.



Wyrzucić wszystkie koreańskie kosmetyki?

Pojawiły się komentarze o wyrzucaniu kosmetyków, część osób już nigdy nie kupi kosmetyków koreańskich firm. Aż się prosi żeby zapytać dlaczego? Bo ktoś powiedział, że są one niskiej jakości, że są szkodliwe, że zawierają ciężką chemię? Naprawdę wierzycie, że wszystkie koreańskie kosmetyki pielęgnacyjne nie nadają się do użycia? W takiej sytuacji trzeba przedstawić dowody, samo stwierdzenie, że coś z tymi kosmetykami jest nie tak, nie wystarczy.



Kosmetyki koreańskie, jak wszystkie inne, należy kupować z głową, dobierać je do potrzeb skóry, sprawdzać opinie o nich na koreańskich portalach kosmetycznych i koreańskich blogach, sprawdzać skład, nie zawsze wierzyć składom zamieszczonym na cosdna, bo jest tam sporo błędów, nie zawsze wierzyć polskim blogerkom, bo zdarza się, że mylą tłuszcz z konia z olejem z czosnku, nie zawsze wierzyć polskim sklepom, bo It's Skin nigdy nie było ekskluzywną koreańską firmą kosmetyczną i sprawdzać ceny, bo kupując kosmetyk za 80-100zł możemy oczekiwać cudu, a potem okazuje się, że produkt wart jest tak naprawdę kilka dolarów, a składem nie zachwyca.



Kosmetyki koreańskie nie podlegają żadnym normom?

Pojawiają się także komentarze, że w kosmetykach koreańskich może być wszystko, bo w Korei nie obowiązują żadne normy. Osobom, które tak uważają polecam zapoznać się ze stroną Korean Food and Drug Administration, w Korei, tak samo jak w Unii Europejskiej, USA czy nawet w Chinach obowiązują przepisy dotyczące kosmetyków i składników w nich zawartych.



Japońskie kosmetyki najlepsze?

W kosmetykach znanej japońskiej firmy SK-II kilka lat temu wykryto związki chromu i neodymu, substancji zakazanych w Unii Europejskiej, USA, Korei i Chinach, substancji, które nigdy nie powinny pojawić się w kosmetykach. Związki chromu i neodymu zawarte w kosmetykach mogą uczulać, powodować zapalenie skóry i egzemę.

Rhododendrol to składnik z rozjaśniającej serii kosmetyków Kanebo, składnik powodujący ciężkie działania niepożądane, plamy depigmentacyjne na skórze, których w wielu przypadkach nie można już usunąć. Rhododendrol został wpisany na listę składników zakazanych w wielu krajach Azji, a kilkanaście tysięcy poszkodowanych osób walczy o odszkodowanie.