Innisfree Soybean Energy Essence

I jak tu nie wierzyć w cuda?  Innisfree Soybean Energy Essence, to właśnie taki cud, bo jak coś tak niepozornego, ot taka trochę lepka woda, może zdziałać tyle dobrego. Przed zakupem czytałam recenzje (pozytywne), oglądałam filmiki (z zachwytami), ale ciągle jakoś nie wierzyłam, że ta esencja może aż tak świetnie działać.








Esencję można nakładać na dwa sposoby, w przypadku cery szorstkiej i matowej za pomocą wacika, którym przecieramy twarz i jednocześnie usuwamy martwy naskórek, w przypadku cery wysuszonej i ze zmarszczkami, wylewamy trochę esencji na dłoń, czekamy aż się zagrzeje od ciepła dłoni i nakładamy na twarz. 







Soybean Energy Essence używam wieczorem, na oczyszczoną skórę, jako jedyny produkt, albo w formie maseczki, o czym będzie później.

Efekty? Niesamowite i to w bardzo krótkim czasie. Po kilku dniach zastanawiałam się gdzie są moje rozszerzone pory i dlaczego moja skóra jest tak gładka i nawilżona. 

Od zawsze walczę z nierównościami na skórze, rozszerzonymi porami i suchymi skórkami, od czasu do czasu również z pojawiającymi się niespodziankami, raz jest lepiej, raz gorzej, ale do tej pory nic nie zadziałało tak szybko jak Innisfree Soybean Energy Essence, nawet moje ulubione ByHerb czy Benton Snail Bee Essence, aż żałuję, że dopiero teraz odkrywam, że moja skóra uwielbia fermentację.


Soybean Energy Essence nawilża, wygładza, łagodzi podrażnienia, regeneruje, poprawia elastyczność skóry i rozjaśnia. Przez dwa tygodnie był to mój jedyny kosmetyk pielęgnacyjny, odstawiłam wszystkie kremy, esencje, nawet krem pod oczy. Z każdym kolejnym dniem widziałam, że skóra wygląda lepiej, zdrowiej, jest mniej zaczerwieniona, bardziej jednolita, a pory zwężone.

Minusem, w przypadku mojej mieszanej cery, jest wzmożone przetłuszczanie przy codziennym używaniu, ale wystarczy kilka dni przerwy i wszystko wraca do normy.

Ze względu na to przetłuszczanie się cery, Innisfree Soybean Energy Essence używam często w formie maseczki, nasączam płatek i nakładam na 30 minut. 3-4 takie maseczki w tygodniu utrzymują efekt ukojonej i nawilżonej skóry.



Nie używałam wcześniej "fermented essence" innych firm, w recenzjach widziałam porównania ze SKII Facial Treatment Essence, Missha Time Revolution First Treatment Essence i IOPE Bio Essence Intensive Conditioning. Dla przypomnienia SKII zawiera Galactomyces Ferment Filtrate, a Missha Saccharomyces Ferment Filtrate. Z porównań wynikało, że Innisfree Soybean Energy Essence działa lepiej, ale produkty te zawierają zupełnie różne substancje, działające podobnie, ale jednak różne, więc porównywanie ich według mnie nie do końca ma sens.


Skład/Ingredients: 
Bacillus/Soybean Ferment Extract, Propanediol, Arbutin, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Prunus Mume Fruit Extract, Adenosine, Subtilisin, Xanthan Gum, Lactic Acid, Citric Acid, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG Polybutylene Glycol-8/5/3 Glycerin, Bis-PEG-18 Methyletherdimethylsilane, 1,2-Hexanediol, Sodium Polyacrylate, Glyceryl Caprylate, Water, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA