Lirikos Marine Botoxin Cream

W listopadzie 2014 nastąpiła zmiana nazwy kremu na Marine Wrinkle-Toxin.


Lirikos jest firmą z koncernu Amore Pacific. To firma, która składniki do swoich kosmetyków czerpie z głębin mórz i oceanów, w składzie produktów Lirikos można znaleźć ekstrakty z planktonu, wodorostów, alg, a także ostryg. Marine Botoxin Cream to krem o działaniu anti-aging, nawilżający, odżywiający i przeciwzmarszczkowy, polecany szczególnie cerom suchym, ale także wszystkim potrzebującym nawilżenia i wygładzenia zmarszczek, bez względu na wiek, bo to krem dla osób w wieku 20, 30 czy 40 lat.  

W Korei botoks, a także wszystkie inne tego rodzaju zabiegi medycyny estetycznej, uważane są przez najlepszych dermatologów za jedną z przyczyn starzenia się skóry, po zabiegu, w miejscu wkłucia powstaje stan zapalny, który przyspiesza starzenie się skóry. Kosmetyków, które mają zastąpić botoks jest dużo, stąd wybór zazwyczaj jest trudny.




Lirikos Marine Botoxin Cream zawiera Conotoxin Biomimetic Peptide, biomimetyczny peptyd, który jest syntetycznym związkiem chemicznym naśladującym działanie konotoksyny. Kto nurkuje, ten na pewno coś wie o Stożkach geograficznych, ślimakach morskich, których jad zawiera najbardziej neurotoksyczne peptydy. Z jadu Stożka geograficznego (Conus geographus) wyodrębniona została substancja nazwana konotoksyną, używana w medycynie do zwalczania bólu, a teraz także wykorzystywana w przemyśle kosmetycznym. 




W składzie kremu znajdziemy również:
- adenozynę, która jest składnikiem o silnym działaniu przeciwzmarszczkowym, spłyca zmarszczki mimiczne, regeneruje skórę oraz stymuluje i zwiększa produkcję kolagenu i elastyny w głębokich warstwach skóry,
- wodę morską, czerpaną z głębin oceanu, bogatą w związki mineralne, w tym potas, magnez i wapń, woda ta odżywia skórę, wygładza, zwiększają jej elastyczność, nawilża i utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia,
- ekstrakt z planktonu, który naprawia uszkodzenia skóry wywołane przez promieniowanie UV i pomaga spowolnić starzenie się skóry,
- ekstrakty roślinne, w tym ekstrakt z owoców moreli japońskiej o działaniu regenerującym i poprawiającym elastyczność skóry




Kremu używam wyłącznie na noc, wydaje się ciężkim, gęstym kremem, ale w kontakcie ze skórą zachowuje się jak masło, topi się, dzięki czemu idealnie się rozsmarowuje. Jak większość kremów Lirikos zawiera błyszczące drobinki, które mają dawać efekt wilgotnej skóry, właśnie przez ten efekt kremu używam jedynie na noc, na dzień, w połączeniu z moją przetłuszczającą się skórą zupełnie się nie sprawdzi, ale krem polecany jest również na dzień, a połysk wilgotnej skóry ma sprawiać, że zmarszczki będą mniej widoczne.

Działanie kremu nie jest jedynie wizualne, w krótkim czasie po nałożeniu czuć lekkie drętwienie twarzy, niewielkie zmarszczki mimiczne znikają w ciągu kilku nocy, w przypadku głębszych na efekt trzeba poczekać trochę dłużej, ale warto, bo Marine Botoxin Cream rozprostowuje bruzdy na czole i tzw. lwią zmarszczkę. W połączeniu z su:m37 Secret Repair Concentrate świetnie sprawdza się w walce z bruzdami nosowo-wargowymi, sam Marine Botoxin jedynie rozprostowuje zmarszczki, natomiast w połączeniu z koncentratem, który silnie uelastycznia skórę i napina skórę, dają efekt liftingu skóry.


Przez pierwsze 2-3 tygodnie kremu używałam codziennie, na całą twarz i szyję, obecnie, gdy większość zmarszczek została wygładzona, kremu używam już miejscowo, w miejscu kurzych łapek, aby zapobiec ich powstawaniu, a także między brwiami i w miejscu bruzd nosowo-wargowych. Lirikos Marine Botoxin Cream nie tylko wygładza istniejące już zmarszczki, ale także zapobiega powstawaniu nowych, a przy tym jednocześnie nawilża i odżywia skórę. 



Skład/Ingredients: 
Water, Glycerin, Butylene Glycol, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Squalane, Hydrogenated Olive Oil Lauryl Esters, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Glyceryl Stearate, Adenosine, Arginine/Lysine Polypeptide, Sea Water, Plankton Extract, Prunus Mume Fruit Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, 1,2-Hexanediol, Dextrin, Dimethiconol, Disodium EDTA, Methiconol, Cyclohexasiloxane, Sodium Polyacrylate, Arginine PCA, Ethylhexylglycerin, CI77491, Carbomer, Theobroma Cacao (Cocoa) Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Caprylyl Glycol, Tromethamine, Titanium Dioxide, Pentylene Glycol, Polysorbate 60, Polysorbate 20, Propanediol, PEG-100 Stearate, PEG-40 Stearate, Phytosteryl/Behenyl/Octyldodecyl Lauroyl Glutamate, Fragrance

Innisfree Soybean Energy Essence

I jak tu nie wierzyć w cuda?  Innisfree Soybean Energy Essence, to właśnie taki cud, bo jak coś tak niepozornego, ot taka trochę lepka woda, może zdziałać tyle dobrego. Przed zakupem czytałam recenzje (pozytywne), oglądałam filmiki (z zachwytami), ale ciągle jakoś nie wierzyłam, że ta esencja może aż tak świetnie działać.








Esencję można nakładać na dwa sposoby, w przypadku cery szorstkiej i matowej za pomocą wacika, którym przecieramy twarz i jednocześnie usuwamy martwy naskórek, w przypadku cery wysuszonej i ze zmarszczkami, wylewamy trochę esencji na dłoń, czekamy aż się zagrzeje od ciepła dłoni i nakładamy na twarz. 







Soybean Energy Essence używam wieczorem, na oczyszczoną skórę, jako jedyny produkt, albo w formie maseczki, o czym będzie później.

Efekty? Niesamowite i to w bardzo krótkim czasie. Po kilku dniach zastanawiałam się gdzie są moje rozszerzone pory i dlaczego moja skóra jest tak gładka i nawilżona. 

Od zawsze walczę z nierównościami na skórze, rozszerzonymi porami i suchymi skórkami, od czasu do czasu również z pojawiającymi się niespodziankami, raz jest lepiej, raz gorzej, ale do tej pory nic nie zadziałało tak szybko jak Innisfree Soybean Energy Essence, nawet moje ulubione ByHerb czy Benton Snail Bee Essence, aż żałuję, że dopiero teraz odkrywam, że moja skóra uwielbia fermentację.


Soybean Energy Essence nawilża, wygładza, łagodzi podrażnienia, regeneruje, poprawia elastyczność skóry i rozjaśnia. Przez dwa tygodnie był to mój jedyny kosmetyk pielęgnacyjny, odstawiłam wszystkie kremy, esencje, nawet krem pod oczy. Z każdym kolejnym dniem widziałam, że skóra wygląda lepiej, zdrowiej, jest mniej zaczerwieniona, bardziej jednolita, a pory zwężone.

Minusem, w przypadku mojej mieszanej cery, jest wzmożone przetłuszczanie przy codziennym używaniu, ale wystarczy kilka dni przerwy i wszystko wraca do normy.

Ze względu na to przetłuszczanie się cery, Innisfree Soybean Energy Essence używam często w formie maseczki, nasączam płatek i nakładam na 30 minut. 3-4 takie maseczki w tygodniu utrzymują efekt ukojonej i nawilżonej skóry.



Nie używałam wcześniej "fermented essence" innych firm, w recenzjach widziałam porównania ze SKII Facial Treatment Essence, Missha Time Revolution First Treatment Essence i IOPE Bio Essence Intensive Conditioning. Dla przypomnienia SKII zawiera Galactomyces Ferment Filtrate, a Missha Saccharomyces Ferment Filtrate. Z porównań wynikało, że Innisfree Soybean Energy Essence działa lepiej, ale produkty te zawierają zupełnie różne substancje, działające podobnie, ale jednak różne, więc porównywanie ich według mnie nie do końca ma sens.


Skład/Ingredients: 
Bacillus/Soybean Ferment Extract, Propanediol, Arbutin, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Prunus Mume Fruit Extract, Adenosine, Subtilisin, Xanthan Gum, Lactic Acid, Citric Acid, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG Polybutylene Glycol-8/5/3 Glycerin, Bis-PEG-18 Methyletherdimethylsilane, 1,2-Hexanediol, Sodium Polyacrylate, Glyceryl Caprylate, Water, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA